Udostępnij

Bycie dyrektorem to ogromny przywilej, ale i ogromna odpowiedzialność – mówi #SowardMama,  Dyrektor #SowardAcademy Dorota Wosińska. To właśnie ona jest odpowiedzialna za to, by tak wartościowy, mądry i potrzebny projekt edukacyjny jak #SowardAcademy spełniał dobrze swoją rolę. Aby tu, w #SowardAcademy, wszyscy czuli się wyjątkowo: Dzieci, Rodzice, Nauczyciele, Pracownicy Administracyjni. – Na co dzień przekonuję się, jak niesamowite rzeczy dzieją się, gdy współpraca odbywa się tak jak powinna, kiedy wszyscy są tak samo zaangażowani we wspólny cel, którym jest wyposażenie Sowardian w wiedzę i kompetencje jutra. To dodaje skrzydeł i jest sporą dawką motywacji do codziennej pracy – dodaje.

W Dniu Edukacji Narodowej, w czasie której oczy wszystkich są zwrócone na Nauczycieli, Dorota Wosińska z jeszcze większym akcentem podkreśla Ich ogromne zasługi dla jakości nauczania w Sowardzie

– Od początku chcieliśmy, żeby ta szkoła była inna niż wszystkie. Dzięki #SowardKadrze jest to możliwe, a moje marzenia o szkole XXI wieku mogą się spełniać – podkreśla Dyrektor #SowardAcademy Dorota Wosińska.

Rozmowa z Panią Dyrektor wykraczać będzie jednak poza szkolne mury. Dorota Wosińska opowiedziała nam bowiem nie tylko o #SowardAcademy, ale też o sile rodziny i życiowych pasjach.

Jak narodziła się Międzynarodowa Szkoła Podstawowa „Soward”?

Dorota Wosińska: To było trzynaście lat temu, gdy na świecie pojawiła się nasza druga córka – Julia (dziś już absolwentka #Soward). Razem z mężem Cezarym wymyśliliśmy #Soward. Od początku chcieliśmy, żeby ta szkoła była inna niż wszystkie. Dotyczyło to zarówno idei, metod nauczania, jak i wnętrza. Wszystko musiało być takie wyjątkowe, nasze. Sama zajęłam się więc ustaleniem tego, czego i jak będziemy uczyć oraz… wystrojem. Razem z mężem myśleliśmy o tym, jak sprawić, żeby dzieci chciały tu chodzić. Nie pracowaliśmy tu jednak, bo oboje związani byliśmy z uczelnią wyższą. Tam pracowałam przez ponad 20 lat, prowadząc zajęcia z metodyki języka angielskiego.

Dyrektorem #Soward została Pani w 2013 r. Było to wyzwanie?

– To nie były łatwe czasy. Na początku mieliśmy tylko 28 uczniów i ogromną chęć stworzenia czegoś wyjątkowego. Wszystkiego musiałam się jednak uczyć od nowa. O ile moje akademickie doświadczenia pomagały metodycznie, o tyle już z tematem zarządzania placówką oświatową musiałam się zaznajomić. Dużo trudnych, ale i ważnych, potrzebnych, mądrych wyzwań. Cieszę się, że podołałam.

Po roku już wiedziałam, co trzeba zmienić. Wprowadziliśmy wiele modyfikacji. Realizowaliśmy program edukacyjny, oczywiście, ale też dodawaliśmy nowości, które mieściły się w sowardiańskiej wizji i misji szkoły.  Stworzyliśmy placówkę z programem ukierunkowanym na naukę języków. Nasi Sowardianie szybko zaczęli osiągać sukcesy. Szkoła szybko wybiła się w rankingach. To efekt nie tylko dobrze skrojonego programu edukacyjnego, ale i ogromnej pracy #SowardKadry.

Dziś w SowardAcademy uczy się 300 Sowardian. To najlepszy dowód na to, że nasza wizja edukacji była tą właściwą.

Ale jak nauczyć się tego, jak być dyrektorem?

 – Przyznam, że nie wiem, czy da się nauczyć tego, by być dyrektorem. Patrzę na kolegów, którzy są zawsze zagłębieni w papierkowej robocie. Nie jestem „papierkowym” dyrektorem. Jestem takim, który dba o całość, o to, jak wszystko połączyć. Taką „mamą” szkoły, która ma kontakt z nauczycielami, uczniami, rodzicami. Jeśli chodzi o te wszystkie administracyjne sprawy, mam ogromną pomoc w postaci pani dyrektor Oli Łebek-Jurgielewicz. To ona troszczy się o to, żebyśmy nie zaginęli w papierach.

Dla #Soward dobro uczniów jest priorytetem. Widać to w programie nauczania, który stawia na nowoczesne kompetencje. To sposób na zabezpieczenie przyszłości młodzieży?

Dokładnie, nasz program International Curriculumwzorowany jest na najlepszych międzynarodowych programach szkół podstawowych na świecie. Od lat według podobnych zasad uczą się dzieci w szkołach brytyjskich i amerykańskich. Razem z mężem dzielimy przekonanie coraz bardziej powszechne wśród fachowców od edukacji, że w obliczu nowych wyzwań należy zmienić myślenie na temat przyszłości dzieci i inaczej spojrzeć na ich edukację. Zapewnić im taką szkołę i taki program, aby otrzymali umiejętności  radzenia sobie w świecie przyszłości. Chcemy, żeby była ona maksymalnie bezpieczna, a nasi uczniowie wyrośli na liderów XXI w.

International Curriculum rozwiązuje problemy postpandemiczne dziecka, wzmacnia jego mocne strony i rozwija umiejętności niezbędne do rozwoju kariery w przyszłości, ale przede wszystkim szczęśliwego życia.

To efekt Państwa wieloletnich doświadczeń jako nauczycieli akademickich, pedagogów i założycieli szkoły?

– Oczywiście. Za nami wiele lat doświadczeń, ale i otwartość na nowe. Nie można prowadzić szkoły, trzymając się wyłącznie utartych schematów. Uczymy kreatywności dzieci, sami musi dawać więc podobny przykład.

Co w zawodzie nauczyciela sprawia Pani największą satysfakcję?

– Dla mnie to chwile, gdy przychodzi uczeń i mówi: „proszę pani, udało mi się, zrobiłem postęp, osiągnąłem sukces i to dzięki pani, bo pani mnie do tego zachęciła, dzięki pani chciałem się tego nauczyć”.

Jest Pani dumna z uczniów i absolwentów?

Bardzo i podkreślam to na każdym kroku. W #Soward fetujemy większe i mniejsze sukcesy naszych uczniów. Wiemy, że gdy – jako absolwenci – opuszczą szkolne mury, będą gotowi podjąć wszelkie wyzwania. Stąd program nauczania, który zakłada, że będą wówczas świetnie władać językiem angielskim, a drugi język znać na poziomie swobodnej komunikacji. Cechować ich będzie super sprawny mózg, rozwinięte umiejętności życiowe i kompetencje społeczne. A co ważne, w dzisiejszych, nerwowych czasach, będą panowali nad stresem i będą pewni swoich zalet.

Zostając przy uczniach, jak na „Mamę” przystało, zna Pani wszystkich w szkole?

Staram się zapamiętać imiona wszystkich uczniów. Gdy tylko mam okazję, uczę. Choć dziś to głównie na zastępstwach. Bardzo to lubię. Trzy lata temu miałam jeszcze swoją klasę. Świetnie czułam się w tej roli. Uczyłam starsze i młodsze roczniki, choć nigdy zerówki. Boję się, że nie poradziłabym sobie z ogarnięciem ich energii, oni są bowiem wszędzie. To taka moja tajemnica.

Czy zabiera Pani pracę do domu?

Z mężem staramy się nie mówić „po szkole” zbyt wiele o pracy. Służbowe sprawy załatwiamy wcześniej. Podzieliliśmy się obowiązkami. Wygląda to nieco inaczej niż przed laty, stąd mamy dla siebie więcej prywatnego czasu. Gdy pracowaliśmy razem nad wspólnymi projektami, część spraw omawialiśmy jeszcze w domu. Julka wypominała nam, że ciągle rozmawiamy o szkole. Dom musi być domem, staramy się więc, żeby praca nie przysłaniała nam codzienności.

#Soward powstało za sprawą Julii, ale macie jeszcze jedną córkę – Magdę.

Magda, jest już dorosła, mieszka i pracuje w Warszawie. Wyszła za mąż. W sierpniu została mamą Karola. Wspólnie z mężem jesteśmy dumni za obu naszych dziewczyn. Myślę, że te kontakty z córkami, to, że na wiele spraw patrzymy z perspektywy rodziców, pomaga nam w kształtowaniu szkoły. Troskę o dzieci znamy przecież z autopsji.

Mówiąc o rodzinie, nie można zapomnieć przecież o zwierzakach. Mieszkają z Państwem trzy koty: mamę Śnieżkę i dwojga jej kociąt – Rudziczki i Pontusa oraz dwa psy.

– W pewne wakacje mój mąż wraz z Julią przynieśli Śnieżkę do domu. Była bardzo zabiedzona, nakarmiliśmy ją, napoiliśmy, po czym owinęła mi się wokół brzucha. Żaden kot nigdy się tak we mnie nie wtulał. Oczywiście Śnieżka została już z nami. A wkrótce dołączyły do niej kocięta – Rudziczka i Pontus. Naszą rodzinę tworzą też dwa psy:

Rocky i Rosa. Pierwszy kupiony był z myślą o Julii, ale od początku spał… ze mną. Uważa mnie za mamę, no i stał się mój. Z kolei Rosa była prezentem urodzinowym dla męża. Słucha tylko jego, zwłaszcza na spacerach, ale jak chce się przytulić, to jak wszystkie „dzieci”… przychodzi do mamy.

Czy mając tyle obowiązków, znajduje Pani czas dla siebie, chwilę na własne pasje?

Gdy łapię odrobinę oddechu, słucham muzyki, najchętniej mojego ukochanego Stinga. Chętnie sięgam też po audiobooki. Dodaje mi to energii do robienia porządków, gotowania, pieczenia… Czyli tych czynności, które – przyznam, że zazwyczaj odkładam się na później. A gdy mam chwilę tylko dla siebie, stawiam na jogę. Zdradzę, że gdy do wieczora siedzę w szkole, zdarza mi się wyjąć matę i ćwiczyć w gabinecie.

Rozmawiała Zuzanna Suliga

Na blogu

Blog

Andżelika Najda

Przykład Pani Andżeliki dobrze oddaje to, że wyjątkowy nauczyciel może zainspirować naszą życiową drogę. Ona nie uczyłaby dziś Sowardian rachunków, gdyby nie pewna pani od matematyki. – Będąc uczennicą, bardzo lubiłam matematykę oraz moją nauczycielkę i sobie pomyślałam, że gdybym została nauczycielem, to

Czytaj więcej »
Blog

Poznajmy się. Przemysław Lenart

Przemysław Lenart Historia zawsze była obecna w życiu Przemysława Lenarta. W jego rodzinie od zawsze pielęgnowano tradycję i przeszłość. – Lubię historię, lubię dzieci, to najlepszym tego połączeniem było zostanie nauczycielem historii. Mogłem przejąć prowadzenie firmy po moim tacie, jednak postawiłem na historię.

Czytaj więcej »
Przewiń do góry