Poznajmy się. Przemysław Lenart

Udostępnij

Przemysław Lenart

Historia zawsze była obecna w życiu Przemysława Lenarta. W jego rodzinie od zawsze pielęgnowano tradycję i przeszłość. – Lubię historię, lubię dzieci, to najlepszym tego połączeniem było zostanie nauczycielem historii. Mogłem przejąć prowadzenie firmy po moim tacie, jednak postawiłem na historię. Nigdy tego nie żałowałem – mówi nauczyciel z 21-letnim stażem.

Największa satysfakcja? – Sukcesy uczniów i to, że widzę, że moja praca do nich trafia. Cieszą mnie też momenty, np. to, gdy na lekcji planuje kompletna cisza, a ja opowiadam uczniom o jakimś niezwykle trudnym temacie. Jeśli własnymi słowami potrafią to odtworzyć, to znaczy, że rozumieją. Wtedy mogę sobie powiedzieć: „wykonałeś dobrą robotę, zrozumieli”.

Jeśli chodzi o te sukcesy na większą skalę, wychował już 11 laureatów konkursów przedmiotowych. Na tym polu powodów do dumy dostarczyła mu również córka Kalina, zwyciężczyni olimpiady, świetna historyczka, która w niektórych tematach potrafi wiedzą przebić własnego tatę.

Jak pracuje na co dzień? Metody zawsze dostosowuje do swoich słuchaczy. – Nie każda metoda pasuje do wszystkich. Nauczyciel musi być kreatywny i uważny. Inaczej prowadzi się zajęcia w klasie 7a, inaczej w 7b. To co sprawdzi się w jednej grupie, nie musi w drugiej. Nie można być sztampowym. Kiedyś wystarczyła kreda i tablica, dziś bodźców musi być więcej. Można z tym walczyć, a można z tego zrobić sojusznika – zaznacza Przemysław Lenart. – Uczniów trzeba zaskakiwać. Wtedy można wiele na tym ugrać. Są tematy, które trzeba przeprowadzić metodą tradycyjną, jednak gdy można sobie pozwolić na szaleństwo, to chętnie to robię. Opowiadając o wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych, można wyjść od puszki Coca-Coli – mówi historyk i wicedyrektor #Soward.

A czego uczy się od swoich uczniów? – Bardzo często powtarzam młodzieży, że uczę się od nich. Cierpliwości, tego, że nie wolno popadać w rutynę i że jeśli coś robiło się w jakiś sposób od 20 lat, to nie znaczy, że nadal tak trzeba. Uczą mnie nowego świata. Żyją w innym języku, innych realiach, inaczej odbierają rzeczywistość.

Z #Soward związany od ośmiu lat. Lata temu zadał sobie pytanie dotyczące tego, co chciałby w życiu robić. – Stwierdziłem, że chcę uczyć dzieci. Jestem szczęśliwym człowiekiem, bo robię to, co lubię – zaznacza.

Pan Przemysław początkowo pracował w naszej Szkole jako nauczyciel historii. Dwa lata temu objął także stanowisko wicedyrektora. To nie znaczy, że zrezygnował z nauczania.

– Nie wyobrażam sobie utraty kontaktu z uczniami. To moje życie. Uwielbiam pracę z dziećmi. To sprawia mi największą przyjemność.

W #Soward uczy nie tylko historii, ale też wiedzy o społeczeństwie. Jednak to pierwszy przedmiot jest jego ulubionym.

– W historii lubię jej logiczność. Tu wszystko oparte jest na pewnych schematach, pomimo, że historię tworzą ludzie, a oni są nieprzewidywalni. Jeśli nie znamy historii, popełniamy te same błędy – wyjaśnia historyk.

Podkreśla, że nie wymaga od uczniów „wkuwania” dat na blachę. W nauce historii chodzi o dużo więcej.

– Trzeba pokazać ją w sposób ciekawy. Daty zawsze można sprawdzić w podręczniku, ewentualnie wygooglować. Ważniejsze jest to, żebyśmy wiedzieli, co i z czego wynika. Jak w czwartej kasie zaczynamy przygodę z historią, uczę pewnego wzoru. PWS, czyli Przyczyna – Wydarzenie – Skutek. Wszystkie tematy można pod to podstawić. To, że uczeń nie pamięta jakiegoś faktu, może się zdarzyć. Przypuszczam, że ja sam nie pamiętam wszystkich dat. Jeśli jednak rozumie, dlaczego bitwa pod Grunwaldem miała tak wielkie znaczenie dla późniejszego rozwoju Polski, to jest bezcenne- przyznaje.

Pan Przemysław sprawia, że historia nie wydaje się już nikomu straszna. Gdy na lekcji panuje absolutna cisza, a uczniowie słuchają w skupieniu, a potem fakty historyczne potrafią powiązać z czasami współczesnymi, wie, że zrobił dobrą robotę.

Który okres historyczny fascynuje go najbardziej? Zdecydowanie dwudziestolecie międzywojenne. To latom 1918-1939 poświęcił pracę magisterską, badania naukowe i artykuły.

Historyk wyznaje zasadę, że program należy realizować, ale nie sztywno. -Jestem zwolennikiem tego, żeby uczniowie – zwłaszcza w szkole podstawowej – poznawali przede wszystkim historię swojego kraju. Z elementami historii współczesnej. 1 marca, bez względu na to, co w programie, trudno, żebym pominął fakt, że był to dzień Żołnierzy Wyklętych, a np. 13 grudnia żebym zapomniał powiedzieć o rocznicy stanu wojennego. Należy uczyć historii, nie podręczników – przypomina.

Życie pana Przemka nie toczy się jednak tylko wokół historii. Jego serce bije również dla harcerstwa. Od lat, jako instruktor w stopniu przewodnika, związany jest z ZHP.

-Przez lata prowadziłem gromady zuchowe. To ewenement, bo mężczyźni rzadko się tym zajmują, raczej prowadzą drużyny harcerskie. Ja jednak lubię pracować z najmłodszymi. Organizowałem obozy, wciągnąłem do harcerstwa także moje dzieci. Dziś mam na to za mało czasu, choć gdy tylko jest taka możliwość, zakładam mundur – przyznaje instruktor ZHP.

O ile harcerstwo nie jest zaskoczeniem, to kolejna pasja już tak. Wicedyrektor #Soward jest bowiem… DJ-em. Nie spotkamy go jednak w klubach, a raczej podczas imprez okolicznościowych.

– Gdy na imprezach spotykałem rodziców naszych uczniów, byli mocno zaskoczeni. „Pan dyrektor za konsolą? Poważnie?” – pytali. Całkiem poważnie. Dawniej traktowałem to bardziej zarobkowo, potem głównie dla przyjemności. Takie wydarzenia dają człowiekowi niesamowitą energię. Zwłaszcza, że jestem też wodzirejem, prowadzę imprezy. Oczywiście nie jest to łatwa robota. Zwłaszcza, że jestem zwolennikiem starej szkoły: żadnego krzesła, cała noc na nogach – opowiada DJ Belfer.

W sezonie muzyki słucha przynajmniej przez godzinę dziennie. Musi być na bieżąco. W samochodzie, w którym robi to najczęściej, znaleźć można zarówno płyty Andrzeja Zauchy, jak i ostre, rockowe granie, ale również i disco polo. Sam dla siebie najchętniej słucha zaś piosenek Starego Dobrego Małżeństwa, Czerwonego Tulipana albo Wolej Grupy Bukowina.

Prywatnie, od 16 lat jest mężem pani Ewy. Kobiety nie tylko pięknej, ale i doskonale zorganizowanej, która pomaga rozwijać pasję wszystkich członków rodziny. Synów mają dwóch – Antka i Ksawerego, córkę – jedną.  Kalina jest świetną historyczką, w ubiegłym roku wygrała olimpiadę. Jestem z niej bardzo dumny, choć za rzadko to mówię. Są tematy, w których nie stanę z nią do rywalizacji. Córka uwielbia czytać, ma ponad 600 własnych książek. Nie mówię tu o wspólnej biblioteczce, liczącej pięć czy sześć tysięcy książek. Wszyscy lubimy bowiem czytać – opowiada pan Przemek.

Z kolei z Antkiem łączy ich miłość do piłki nożnej. Tata przez osiem lat był zawodnikiem

Liswarty Krzepice, dziś gra rekreacyjnie, w drużynie pod żartobliwą nazwą FC Geriatria. Syn trenuje cztery razy w tygodniu w klubie Ajaks Częstochowa.

– Śmieję się, że jestem członkiem KOR-u, czyli Komitetu Oszalałych Rodziców. Jeżdżę na każdy mecz, staram się być na każdym treningu. Uwielbiamy to z Antkiem – przyznaje tata-piłkarz.

Tylko jak pogodzić tyle pasji?

– Nie dałbym rady tego ogarnąć, gdyby nie Ewa. Jest fantastycznie zorganizowana, podziwiam ją za to. Zresztą nasze dzieci też są niezwykle zaradne – mówi pan Przemysław.

Na blogu

Blog

Andżelika Najda

Przykład Pani Andżeliki dobrze oddaje to, że wyjątkowy nauczyciel może zainspirować naszą życiową drogę. Ona nie uczyłaby dziś Sowardian rachunków, gdyby nie pewna pani od matematyki. – Będąc uczennicą, bardzo lubiłam matematykę oraz moją nauczycielkę i sobie pomyślałam, że gdybym została nauczycielem, to

Czytaj więcej »
Blog

Poznajmy się. Przemysław Lenart

Przemysław Lenart Historia zawsze była obecna w życiu Przemysława Lenarta. W jego rodzinie od zawsze pielęgnowano tradycję i przeszłość. – Lubię historię, lubię dzieci, to najlepszym tego połączeniem było zostanie nauczycielem historii. Mogłem przejąć prowadzenie firmy po moim tacie, jednak postawiłem na historię.

Czytaj więcej »
Przewiń do góry